Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 29 stycznia 2017

OBŁĄCZKI, ŚLUZ, ERYK I "KSIĘGA ORIENTALNEJ DIAGNOZY" MICHIO KUSHI

Pod wpisem Joanny na jej blogu ( http://chooselife.pl/2017/01/08/chodzenie-po-sniegu-jest-fajne/#comment-6290 ) rozgorzała dyskusja związana z obłączkami (potocznie zwanymi półksiężycami, obłoczkami) znajdującymi się u nasady paznokci. Przez Eryka podnoszone było to, że jeśli one występują, to świadczy to obecności w organizmie pokładów śluzu. Wielkość obłączków miałaby być wprost proporcjonalna do ilości śluzu w organizmie - im go więcej, tym większe obłączki. Dlatego zamierzam przedstawić własne spostrzeżenia co do obłaczków oraz zapatrywania na nie diagnostyki orientu. Została ona zaprezentowana przez zmarłego w wieku 88 lat Michio Kushiego w jego publikacji "Book of Oriental Diagnosis" (pol. "Księga Orientalnej Diagnozy", przekł. Zespół, Bydgoszcz 1996). Zapraszam do krótkiej lektury :)

Michio Kushi jest przede wszystkim znany jako autor prac z zakresu makrobiotyki, która za podstawę zdrowego odżywiania uważa zboża (w tym szczególnie ryż), strączki (w tym różne produkty sojowe) oraz świeże warzywa, a w mniejszym stopniu owoce,świeże zioła i przyprawy oraz ewentualnie mięso (w tym ryby), odradzając przede wszystkim śluzotwórczy nabiał i wysoko przetworzone produkty. O samej postaci Michio Kushiego nie będę się rozpisywał, bo informacje można z łatwością znaleźć w internecie. Ważne jest to, jak zapatrywał się na sprawę obłączków na kartach swej książki (M. Kushi, Ksiega Orientalnej Diagnozy, s. 91). Wyrażał się o nich następująco:

"Białe półksiężyce" u nasady paznokcia mają wygląd zależny od kondycji osobniczej. Obecność białych półksiężyców świadczy o aktywnym metabolizmie, obejmującym rozwój
i przemiany fizyczne i psychiczne. Natomiast ich brak, bądź niewielki rozmiar, świadczy o zwolnieniu procesów metabolicznych. Zgodnie z powyższym, "księżyce" występują niemalże u każdego w okresie dzieciństwa i młodości, natomiast z wiekiem dojrzałym ich wyrazistość słabnie. W wieku starszym "półksiężyce" zanikają. Osobnik bardziej aktywny fizycznie, niż umysłowo, wykazuje się zazwyczaj większymi "księżycami", podczas gdy u osobników mniej czynnych fizycznie bywają one mniejsze. Należy przy tym zauważyć, iż bardzo wielkie "półksieżyce" świadczą o nienormalnej kondycji, to jest o nadwrażliwości psychicznej i osłabieniu fizycznym, wywołanych przez nadmierne spożycie produktów o naturze yin (soki owocowe, cukry, itp. przyp. NotMilk) 

Powyższe spostrzeżenia o tym, że niewielkie obłączki są przejawem słabego metabolizmu, znajdują odzwierciedlenie w nielicznych badaniach na ten temat. Taki stan jest w nich uznawany za patologiczny i świadczy nie tylko o problemach z przysadką mózgową, słabej pracy tarczycy (wraz z wiekiem pracuje coraz mniej efektywnie stąd na paznokciach osób starszych obłączków przeważnie nie ma), niedoborach jodu, witaminy B12, żelaza, przewlekłej niewydolności nerek, może mieć związek z ekspozycją na tlenek węgla. Brzmi to na pewno poważnie. Osoby mające małe obłączki mogą mieć również dość nieprzyjemne objawy ze strony organizmu, do których można zaliczyć:

- niskie ciśnienie krwi;
- depresja;
- hipestezja (osłabienie wrażliwości na dotyk, ból, temperaturę);
- problemy z pamięcią;
- uczucie mrowienia w rękach i nogach;
- uczucie permanentnego zmęczenia;
- wiele brązowych plam na skórze (vide osoby starsze);
- biegunka;
- krwawiące dziąsła;
- obfite krwawienia miesiączkowe i/lub krwotoki z nosa;
- wrażliwość na hałas;
- zaburzenia chodu i problemy z zaburzeniem równowagi;
- bóle w nogach i ich samoistne podskakiwanie w nocy

Jednak z opinii osób wypowiadających się na forum (link w bibliografii) pod wątkiem związanym z niedoborami B12, a małymi obłączkami znajduje odzwierciedlenie głównie przypadek niedoboru jodu, o którym wspominała jedna z osób, natomiast zwiększenie poziomu witaminy B12 w organizmie nie wpływało na ich wielkość w perspektywie wielomiesięcznej jednej z osób, która wypowiadała się pod tym wątkiem. Na podstawie obserwacji moich własnych obłączków stwierdzam, że uległy zmniejszeniu na wszystkich palcach po zmianie odżywiania w 2011 roku i wykluczeniu nabiału a zastąpieniu go na początku większą ilością chleba. Jednak na pewno nie czułem się wówczas zbyt dobrze, bo zwiększenie ilości chleba i mięsa (tak-na poczatku niestety nim zastępowałem nabiał) wywołało u mnie problemy z zasypianiem (w grudniu 2011 roku miałem około dwa bezsenne tygodnie - to był dla mnie koszmar) i dopiero powolne poszerzanie wiedzy w zakresie odżywiania oraz zmiany polegające na stopniowym wyrobów mącznych oraz wyeliminowaniu mięsa (jak wspominałem teraz czasami zjem odrobinę ryby - około 100g na tydzień/dwa tygodnie). Jednak obłączki prawie zniknęły i nie chciały powrócić. Dopiero suplementowanie skórne lugolą sprawiło, że na środkowych palcach dłoni znów pojawiły się obłączki, a na palcach wskazujących i kciukach nieco się powiększyły. Poza tym polepszeniu uległo moje samopoczucie.

Dlatego jeśli obserwujecie zmiany w obrębie obłączków starajcie się w pierwszej kolejności zwiększyć poziom jodu, a pozostałe wspomniane przeze mnie parametry warto skontrolować. U mnie były w normie.


Biografia:

M. Kushi, Ksiega Orientalnej Diagnozy, przekł. Zespół, Bydgoszcz 1996, s. 91.

 http://chooselife.pl/2017/01/08/chodzenie-po-sniegu-jest-fajne/#comment-6290

https://healthunlocked.com/thyroiduk/posts/132057205/any-truth-scientific-basis-for-losing-half-moons-on-finger-nails-with-b12-deficiency

http://www.newhealthadvisor.com/No-Moons-on-Fingernails.html

https://thisgreenearth.wordpress.com/2011/04/26/low-energy-look-at-your-fingernail-moons/

http://sjp.pwn.pl/sjp/hipestezja;2560510

-

środa, 18 stycznia 2017

MLEKO PRZEMYSŁOWE W UJĘCIU PAWŁA SEBASTJANOWICZA

W grudniu na blogu Joanny Balaklejewskiej http://chooselife.pl/ zostały zamieszczone fragmenty z ksiązki wspomnianego surojadka ze wschodniej granicy, gdzie tego typu sposób odżywiania również zyskuje na popularności. Asia zacytowała w swoich postach dwa fragmenty z jego książki, które tyczyły się wwitalnego jedzenia. Sam z kolei postanowiłem zacytować fragment z jego książki, aby można było przeczytać coś nowego na moim blogu :) Staram się w ten sposób realizować postanowienie Noworoczne, żeby mimo niewielkiej ilości czasu zamieszczać przynajmniej krótkie wpisy co jakiś czas. Wiem, że społeczność NotMilkowiczów bardzo zmalała i wiele osób udziela się na innych, z pewnością ciekawszych blogach, czemu się nie dziwię. W końcu zrobiłem sobie bardzo długą przerwę. Nie mam teraz dużo więcej czasu i tak jak wspominałem zdecydowanie bardziej preferuję real od wirtualnego świata, który mnie zbyt szybko męczy. Jerdnak w ten sposób miałem okazję poznać przynajmniej kilka wspaniałych osób i to właśnie daje mi impuls do działania.

Uprzedzając pytanie o tym, czy zamierzałbym prowadzić VBloga, jak czyni to wielu (większość?) blogowiczów, to moja odpowiedź, przynajamniej w najbliższych miesiącach, brzmi następująco - zdecydowanie nie :) Nie chciałbym Wam oraz społeczności internetowej krzywdy, jaką byłyby moje filmiki. Uważam, że nie mam też odpowiednich warunków, tj świetnego głosu i być może prezencji ;) Z tego względu ogranicze się przynajmniej do tego co robiłem wcześniej i po Waszych komentarzach domyślam się, że nie wychodziło mi najgorzej :) Po tym przydługim wstępie oddaję głos Pawłowi Sebastjanowiczowi i fragmentowi jego książki, "Żywe jedzenie, albo dlaczego krowy są drapieżnikami" (s. 144-145):


"Rozważamy podstawowe czynniki wpływu składu
chemicznego mleka na nasz organizm. Rozpatrzmy teraz
proces przemysłowej termicznej obróbki mleka, a mianowicie:
pasteryzację. Pasteryzacja jest procesem podgrzewania
mleka do temperatury, która zapewnia zabicie niektórych
bakterii. Gdy przez dłuższy czas przechowujemy przemysłowe
mleko, to widzimy, że nie kwaśnieje ono, tylko jełczeje.

Dlaczego? Dlatego, że pasteryzowane mleko nie zawiera
już bakterii mlekowych, które sprzyjają fermentacji mlekowej,
niezbędnej do powstania kefiru. Bakterie gnilne wymagają
natomiast znacznie wyższych temperatur do zabicia
i pozostają one w mleku, a z braku konkurencji szybko się
namnażają i mleko po prostu gnije. Producenci dodają do
mleka konserwantów, które mają zapewnić dłuższy termin
przydatności mleka do spożycia poprzez zatrzymanie na jakiś
czas procesów gnilnych. My nie mamy większego wyboru.
Musimy pochłaniać albo gnilne bakterie wraz z produktami
ich metabolizmu, albo konserwanty.

Wszystkie sfermentowane produkty mleczne, takie
jak: kefir, jogurt, twaróg i ser niczym nie są lepsze od mleka.
Wzrasta w nich koncentracja wapnia, białka i tłuszczu. Im
więcej mleko przeszło procesów przeróbki, tym więcej szkód
wyrządziły w nim bakterie. Dr Walter White na swoich wykładach
mówi, że najtwardszy ser nie zawiera żadnych substancji
odżywczych, potrzebnych człowiekowi. Jest to po
prostu zestaw różnego rodzaju produktów metabolizmu
mikroorganizmów — ich fekalia. W żadnym wypadku taki
produkt nie powinien trafić do organizmu człowieka!
Tak wiele złych rzeczy napisano tu o mleku — co w
takim razie mamy zrobić z powszechnym stereotypem, że
krowa na wsi karmi całą rodzinę? Jest oczywiste, że jeżeli
sprawa dotyczy życia czy śmierci, to musimy spożywać
wszystko, co mamy dostępne do spożycia. Mleko swojskiej
krowy nie zawiera takiej ilości szkodliwych substancji, jak
mleko przemysłowe. O zawartości szkodliwych substancji
w mleku możemy dowiedzieć się z norm.

Oto lista dopuszczonych normami składników
obcych w mleku:
• Fekalia;
• Bakterie;
• Wirusy;
• Antybiotyki, którymi leczono chore zwierzęta;
• Hormony, które dostają zwierzęta dla zwiększenia
laktacji;
• Organiczne pestycydy, które są w spożywanej przez
zwierzęta paszy nagromadzają się w organizmie
krowy. Koncentracja pestycydów w mięsie jest 1000
razy większa od ich koncentracji w spożywanym
przez krowy pokarmie.

Szczerze radzę każdemu, kto posiada Internet, by
posłuchał wykładów doktora Waltera White'a, który przedstawia
wyniki własnych badań i badań uznanych naukowców,
a także badania autoryzowanych ośrodków badawczych
na ten temat. Wszyscy dochodzą do takiego samego
wniosku — spożywanie mleka i produktów mlecznych
prowadzi do powstawania takich schorzeń jak rak prostaty,
rak piersi, jajnika i jelita grubego, osteoporoza, otyłość, osadzanie
kamieni w różnych częściach ciała, zaćma, zaparcia.
Pić mleko czy nie pić? Na to pytanie sami sobie
musimy teraz odpowiedzieć!"



sobota, 14 stycznia 2017

GRYPA... NIE TAKA STRASZNA JAK JĄ MALUJĄ - NOTMILKOWYCH KILKA RAD :)

W Nowym Roku pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszcza. W jednym tygodniu mamy do czynienia z jesienną szarugą, by w następnym stawiać czoło dość mroźnej zimie. Wiele osób w tym momencie dostaje gorączki i katar (tak jak moja sąsiadka, której wydmuchiwanie nosa słyszę od kilku dni w swoim salonie). W internecie pada wiele pytań, jak zapobiegać przeziębieniom i grypie. Poniżej podam kilka rad, co w moim wypadku się sprawdza (może o tym świadczyć chociażby to, że objawy grypopodobne, tj. bardzo wysoka gorączka z katarem pojawia się u mnie najwyżej raz w roku przez 1-4 dni - ostatnio miałem w marcu po powrocie z ciepłej Italii, co było raczej skutkiej zatrucia detergentami, jakie wywołały u mnie środki czyszczące używane przez sprzątaczki do czyszczenia pomieszczeń dzień przed moim powrotem do Polski)


RADA PIERWSZA - Unikaj pokarmów śluzotwórczych, wysokoprzetworzonych...


Niby oczywista, oczywistość, a jednak wielu o niej zapomina, w tym nawet wegan. Przez to nawet ich możemy spotkać dość często zakatarzonych, co nie powinno mieć miejsca. Winą za ten stan rzeczy należy w ich przypadku obarczyć produkty mączne, których powinniśmy się wystrzegać. Dobrze pamiętam, że jako dziecko zawsze moja grypa i przeziębienie trwały bardzo długo, bo aż 2/3 nawet 4  tygodnie. Obserwowałem u siebie również to, że zawsze czułem się gorzej po tym, jak zjadłem jakiś wyrób cukierniczy, który przynosiła mi moja Matka z cukierni. Było to dla mnie dziwne, ale Babcia oraz Mama zawsze mówiły, że jedzenie nie ma na to wpływu... Teraz mogę zdecydowanie stwierdzić, że właśnie te produkty były odpowiedzialne za mój kiepski stan zdrowia. Dlatego Moi Drodzy NotMilkowicze unikajcie wszelkich produktów mącznych i tych z dodatkiem cukru, także oczywiście nabiału i mięsa. Jeśli jest to dla Was zbyt trudne postarajcie się przynajmniej je bardzo ograniczyć. Efekty powinny Was na pewno przekonać, że lepiej zrezygnować z chwili przyjemności na rzecz lepszego samopoczucia bez kataru, zapalenia gardła i gorączki, które potrafią trwać zdecydowanie dłużej...


RADA DRUGA - ..., a jedz witalniej :)

Świeże warzywa i owoce są właśnie tym, czego powinieneś jeść najwięcej. W przypadku gotowanych posiłków możesz zostać przy jednym, ewentualnie dwóch pomniejszych,. które będą składały się ze strączków lub kaszy jaglanej, gryczanej lub nasion innego zboża/pseudozboża bezglutenowego. Ważne są na pewno warzywa w postaci surowej lub ewentualnie krótko gotowanej. Można też przygotować napój z drożdży, który warto połączyć z ashwagandhą, sokiem z jęczmienia i paroma kroplami oleju z czarnuszki egipskiej lub ewentualnie w okresie zimowym dobrej jakości tranu. Pamiętajmy, żeby jedząc posiłek gotowany dodawać do niego surową kapoustę kiszoną, surowe kiszone ogórki, czy jakąkolwiek surówkę. Na śniadanie warto jeść monoposiłek w postaci jabłek, cytrusów, gruszek, śliwek, arbuza... ewentualnie szejka. Pomysłów na smaczne, surowe potrawy są dostępne u Neto, który ma swój kanał pod wskazanym poniżej linkiem. Na pewno każdy znajdzie tam coś smacznego :)

https://www.youtube.com/user/therawboyespanol

P.S. Jeśli nie możecie zrezygnować z mięsa to przynajmniej je ograniczcie ilościowo i spożywajcie 1-2 razy w tygodniu. Podobnie jest w przypadku nabiału. Nie powinno się dodawać do mięsa, czy mleka ŻADNYCH dodatków, jak warzywa, owoce, orzechy!!! Należy je jeść tylko i wyłącznie mono oraz rano, żeby nie zaburzały trawienia innych pokarmów.

RADA TRZECIA - wysypiaj się i pamiętaj o aktywności fizycznej!!!

Dobry sen to podstawa do tego, by zacząć dobrze dzień, a także... zgadliście: BYĆ ZDROWYM :) Organizm zdecydowanie najlepiej regeneruję się podczas snu przed północą. Dlatego starajmy się rozplanować plan dnia, by kłaść się spać możliwie jak najczęściej, bo nie zawsze jest to możliwe i sam chodzę spoać czasami około 1.00 w nocy, gdy mam coś do napisania, zrobienia, itp. Warto też przyzwyczaić się do wcześniejszego wstawania około godziny 6.00-7.00, bo wtedy będziemy mieli sporo czasu na wiele rzeczy, a na pewno będziemy się zdecydowanie lepiej czuć (przynajmniej po pewnym czasie). Z własnego doświadczenia odradzam drzemki w ciągu dnia, które zaburzają cykl snu i utrudniają ponowne zaśnięcie wieczorem. Ćwiczenia typu pompki, brzuszki, ewentualnie jakieś siłowe, czy bieganie nie tylko polepszą nasze samopoczucie, ale również lepszy sen.


RADA CZWARTA - Znajdź czas na relaks i realizowanie swoich pasji w natłoku innych zajęć


W tym przypadku ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że w zdrowym ciele, zdrowy duch... Podstawą sukcesu jest dobre rozplanowanie dnia, a będzie ono tym łatwiejsze do spełnienia, im więcej energii mieć będziemy. To z kolei powinny zapewnić powyższe rady :)


Jeśli już jest się chorym, to radziłbym przede wszystkim nie narzekać, bo sami jesteśmy za to w znacznej mierze odpowiedzialni. Nie powinniśmy z siebie robić ofiary. Poza tym gorączka, katar, kaszel... są to sposoby oczyszczania organizmu, których często doświadczają osoby. np. przechodząc na witarianizm. W tej fazie najlepiej dobrze wyleżeć się i w żadnym wypadku nie używać leków zbijających temperaturę, które przedłużą długość trwania nieprzyjemnych objawów, a przy tym zatrują niepotrzebnie nasz organizm zbędnymi syntetycznymi substancjami. Pamiętajmy, że 40 stopniowa gorączka wpływa na wzrost aktywności enzymatycznej w organizmie i pomaga w usuwaniu wielu szkodliwych substancji, a także wadliwych komórek. W tym czasie najbardziej jest wskazany post (przeważnie i tak nie ma się ochoty na jedzenie czegokolwiek)  lub ewentualnie w razie głodu spożywanie świeżo wyciskanych soków z warzyw i owoców, najlepiej z własnego ogródka/patio lub z pewnego źródła, a w najgorszym wypadku konwencjonalnych umytych w wodzie z sodą oczyszczoną i kwaskiem cytynowym. Jeśli nie czujemy się lepiej polecam wykonywanie ćwiczeń, które polepszą przepływ limfy, krążenie, a także natlenienie organizmu.Warto też w tym czasie znaleźć chwilę na drobne przyjemności, jak choćby przeczytanie ulubionej książki, której lekturę odłożyliśmy na czas bliżej nieokreślony :)

Mam nadzieję, że wskazówki okażą się chociaż odrobinę pomocne. Życzę Wszystkim w Nowym Roku 2017 dużo zdrowia, a tym, którzy się już rozchorowali, jak najszybszego ustąpienia dokuczliwych objawów!!!

piątek, 23 grudnia 2016

NOTMILKOWE ŚWIĘTA 2016

Moi Drodzy,

nie ukrywam, że przerwa w blogowaniu w moim przypadku była dłuższa niż się spodziewałem. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, iż udało mi się uporać z lekkim stanem zapalnym jelit, z którym pozwolił mi się uporać intermittenfasting (jem w "okienku" 8-10 godzinnym), dodałem też odrobinę bio masła ghee (wiem - mało NotMilkowe, ale jako lekarstwo tymczasowe świetnie się sprawdziło), spożywam miksturę z drożdzy (mnie pomogła na zajady), do której dodaję odrobinę oleju z czarnuszki lub ostropestu, a także ashwagandhy oraz soku w postaci proszku z trawy jęczmiennej. Do tego nie zapominam o suplemencie witaminy k2, a od późnej jesieni zacząłem spożywać tran. W tej chwili te środki prewencyjne stosuję i być może w przyszłości z nich zrezygnuję za jakiś czas (poza intermittent fasting). Osobiście zdaję sobie sprawę, że jelita są w mojej rodzinie "piętą achillesową" (problemy z nimi mieli moi dziadkowie, a widze już pierwsze symptomy tych negatywnych skutków u mojej Matki, która wbrew moim upomnieniom odżywia się bardzo źle - je po prostu sporo przetworzonych produktów, która ma pod ręką w cukierni, w której pracuje) i dlatego staram się stosować prewencje w tej postaci. Poza tym pamiętam o zmarłej na raka jelita w 2007 roku żonie rawfoodysty Victorasa Kulvinskasa. 



Do swojego menu wędzonego na zimno bio łososia oraz pstrąga i czasami sardynki. Na takie dodatki pozwalam sobie średnio dwa do trzech razy w miesiącu (ilość jednorazowa 80 - 150g). Nie łączę oczywiście tego typu produktów z niczym, poza methylocobalaminą w celu jej łatwiejszego przyswojenia w takim białkowo-tłuszczowym posiłku. Do dodania tych zwierząt skłoniła mnie bardzo interesująca książka Elaine Morgan "Blizny po ewolucji", w której jest wiele interesujących spostrzeżeń tyczacych się m.in. pierwotnego sposobu odżywiania, który miał dużo więcej wspólnego ze współczesnym witarianizmem niż zbudowanym na "teorii sawannowej" paleo. Pod koniec przyszłego roku (lub wcześniej) coś może o tym napiszę... 



Jestem dość zajęty i nie chcę, aby pisanie postów było dla mnie przykrym obowiązkiem, ale wynikało z czystej chęci podzielenia się własnymi spostrzeżeniami na temat odżywiania i nie tylko ;) Zarazem zapewniam, że jeśli bedą się pojawiały jakiekolwiek kulinarne przepsiy to będą one zawsze roślinne i w dużej mierze witariańskie. Po poczynieniu tych zmian odczuwam coraz częściej, by spożywać w niektóre dni tylko surowe posiłki, co wcześniej się nie zdarzało.  Wynika to również z tego, że takie dania są dla mnie smaczne i wszelkiego rodzaju witalne sosy do makaronów (głównie surowych) po prostu uwielbiam ze względu na ich intensywność. 



Obiecałem przepis Świąteczny i tak też uczynię. Nie będę jednak zbyt twórczy i po prostu poniżej zamieszczę linki do stron, z których polecam przepisy na Wieczerzę Wigilijną:


Pierogi Bezglutenowe:

http://www.olgasmile.com/ciasto-na-pierogi-bezglutenowe.html

(osobiście robię pół porcji z ekologicznej mąki jaglanej zamiast gryczanej - są doskonałe z nadzeniem owocowym - do ciasta dodaję wówczas łyżkę/dwie domowego jogurtu migdałowego lub wytrawnym grzybowo-kapustnym);

Witariańska sałatka z kapusty Ewy z "Jem zdrowo i smacznie":

https://www.youtube.com/watch?v=GDkpuBBo0x0&t=1s

Kruchy tort czekoladowy z płatków śniadaniowych (to nie żart :))

https://www.youtube.com/watch?v=DxildGLSgFc

Gdy jeszcze zdążę to zamieszczę jakiś kolejny przepis. Chciałbym Wam Drodzy czytelnicy życzyć radosnych, rodzinnych, wolnych od wszelkich waśni Świąt Bożego Narodzenia!!!








poniedziałek, 20 lipca 2015

NOTMILK NA TROPIE... PROMOCJI :)


Tym wpisem inauguruję nową część NotMilk na tropie..., która będzie dotyczyła atrakcyjnych cen produktów (głównie eko), jakie możemy znaleźć w naszych sklepach. W tym tygodniu warto rozejrzeć się za smacznymi owocami w LIDL-u, bo zaczął się tam tydzień frutariański i wszystkie owoce są tańsze o 20%. W przypadku zakupionych przeze mnie produktów wyglądało to następująco:

- paczka awokado Hass (około 320 gr) - było 7,99 a jest 6,39 zł (sztuka około 3,20)
- nektarynki BIO 500 gr- było 3,99 a jest 3,19 zł
- śliwki BIO 500 gr - było 4,99 jest 3,99 zł
- banany 1 kg - było 3,99 jest 3,19 zł

Poza tym super cena oliwy z oliwek BIO 500 ml - było 13,99 a jest 9,99 zł

Warto zwrócić też uwagę na smaczne orzeszki piniowe BIO z Rossmanna, których już nie będzie (przynajmniej w najbliższym czasie), a Super Cena cena na do widzenia to zamiast 11,99 zł tylko 6 zł. W tej chwili zabieram się za układanie moich smacznych nabytków (i ich konsumowania) oraz korzystania z uroków pięknej pogody, do czego również Was zachęcam :D

Pozdrawiam Was owocowo!!! :)

czwartek, 16 lipca 2015

SPOSÓB NA TO BY ZJEŚĆ NATTO

Witam Was moi drodzy po bardzo dłuuugiej przerwie od blogowania. Ostatni rok był dla mnie okresem niezwykle intensywnym i związanym z wieloma zmianami w życiu. Takie też nastąpiły w moim odżywianiu, które jednak w żadnym wypadku nie stało się paleolityczne (choć czasami zjem niewielką ilość mięsa w towarzystwie), a jest bardziej skoncentrowane wokół tych pokarmów, które najbardziej mi smakują (np. wokół owianych złą sławą orzeszków ziemnych). Więcej na pewno przekażę w osobnych wpisach. teraz skoncentruję się na pokarmie istotnym ze względu na witaminę K2, tj. natto. Informacji o jego korzystnym wpływie na organizm, m.in. na kości i serce jest mnóstwo, dlatego nie będę o tym wpisie wspominał. Jednak dla wielu osób wyzwanie stanowi to, żeby go przygotować w taki sposób, aby nadawał się do zjedzenia. Według mnie wspaniale poprawia smak tego dania i jest bardzo szybkie do przygotowania. Oczywiście można je potem wzbogacać o własne dodatki, traktując mój przepis jako punkt wyjścia.

PRZEPIS:

natto (na każdą miseczkę jedna łyżeczka)

cebula szalotka lub czerwona

pół awokado Hass (lub inne o kremowej konsystencji)

sos sojowy Bio Tamari

smak dania: umami


SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Na początku nakładamy po jednej łyżeczce natto do każdej miseczki.

Potem dodajemy ćwierć awokado Hass, które uprzednio kroimy w kostkę.

Całość mieszamy łyżeczką aż awokado przybierze postać musu i zacznie się kleić.

Następnie dodajemy po łyżeczce sosu tamari i mieszamy.

Na koniec dodajemy cebulę i łączymy wszystko w jedną całość.

A oto efekt końcowy:

Całość można posypać posiekanym szczypiorkiem, by nadać potrawie bardziej atrakcyjny wygląd. Jednak mimo swojej mało zachęcającej formy w smaku jest moim zdaniem wyśmienite. Poza tym tłuszcz z awokado zwiększa wchłanianie m.in. ważnej witaminy K2. Życzę udanych eksperymentów z natto w oczekiwaniu na moje kolejne bezmleczne, bezglutenowe i całkowicie wegańskie wpisy. Pozdrawiam fistaszkowo!!!

niedziela, 23 marca 2014

NOTMILK NA EKO TROPIE - CZY ISTNIEJĄ DUŻE RÓŻNICE MIĘDZY EKOLOGICZNYMI I KONWENCJONALNIE UPRAWIANYMI ROŚLINAMI?

Na to pytanie właściwie wszyscy odpowiadają stanowczo - TAK!!! Ale czy są w stanie przytoczyć jakieś badanie, które wskazywałoby na to, jakie różnice w składzie występują chociażby między pomidorem marketowym, a zerwanym we własnym ogródku. Poniższa tabelka przedstawia wyniki pomiarów na zielonej fasoli, kapuście białej głowiastej, sałacie masłowej, pomidorach i szpinaku. Wszystkie wyniki w tabelce są w mg/100 g. Jak widac za mdły smak kupnych produktów odpowiada w dużej mierze brak sodu (jest go średnio o około 6500% mniej w bezsmakowych warzywach marketowych niż ekologicznych), niewielkie ilości żelaza (najbardziej zaskakujące w porównaniu jest to, że organiczne pomidory mają prawie 2 g żelaza i przewyższają pod tym wzgledem organiczny szpinak), wapnia (organiczna sałata właściwie nie ustępuje pod tym względem szpinakowi). Na podstawie zamieszczonych w poniższej tabeli danych możemy dojść do wniosku, że żywność uprawiana konwencjonalnie zawiera przynajmniej o 75% mniej mikro- i makroelementów w porównaniu do roślin uprawianych ekologicznie.





Postanowiłem, że to będzie już mój ostatni wpis przynajmniej do jesieni (o ile się nic nie zmieni). Wynika to z braku czasu oraz tego, że sprawy związane z odżywianiem zbytnio mnie rozpraszały. A tak być według mnie nie powinno. Dlatego odchodze przynajmniej z blogosfery. Dziękuję za komentarze, za miłe słowa, ale też krytyczne, gdy taka konieczność się pojawiła. Przede wszystkim mam nadzieję, że moje wpisy okazały się dla Was pożyteczne i pomogły uczynić życie smaczniejszym, zdrowszym i owocniejszym. Poniżej zamieszczam filmik ze znanym zapewne wielu z Was wielu utworem "Ojcze nasz" w języku suahili.


sobota, 22 marca 2014

NOTMILKOWE UPRAWY - DAWNE ODMIANY WARZYW DO PRZYDOMOWYCH OGRÓDKÓW

Ci z nas, którzy mieli sposobność w dzieciństwie wyjeżdżać na wakacje na wieś z pewnością pamiętają wyśmienity smak warzyw, które tam rosły... i niestety odbiegał on dosyć znacząco od tych, które teraz odnajdujemy w warzywniakach, czy hipermarketach. Czasami nawet te, które sami hodujemy również w pełni nie spełniają naszych oczekiwań. Jednak warto to zmienić, a na takie zmiany nie ma z pewnością lepszej pory niż wiosna. Pogoda za oknem (przynajmniej wczoraj i dzisiaj) zachęcała z pewnością do tego, spędzić ten czas na świeżym powietrzu oraz... zająć się przygotowaniami do nowego sezonu ogrodniczego. Jest to dobry termin na przygotowanie wspaniałej rozsady albo zaopatrzenia sie w nasiona do wysiewu wprost do gruntu po 15 maja. Jednak jakie odmiany najlepiej dobrać? Mam nadzieję, że mój post okaże się pomocny w odpowiedzi na to pytanie.



NAJLEPSZE STARE ODMIANY!!!


Stare odmiany warzyw mają to do siebie, że są nie tylko wyjątkowe w smaku, ale również stabilne genetycznie, ładniejsze i odporniejsze niż tak często reklamowane nowe zhybrydyzowane odmiany. Jednak potrafią również nas zadziwić tym, że różnią się zdecydowanie od tych nowych kształtem, barwą i nawet częściami jadalnymi w stosunku do współcześnie popularnych potomków. Jeśli nie wierzycie, to musicie koniecznie przeczytać poniższy wpis :) Przedstawię tylko kilka najbardziej wyjątkowych i smacznych odmian, z których każdy znajdzie z pewnością coś dla siebie.

FIOLETOWY JAK... MARCHEWKA!!!




Wielu z nas było przekonanych od dziecka, że marchewka może być tylko w kolorze pomarańczowym. Jednak to błędne przekonanie zawdzięczamy Holendrom, którzy wyselekcjonowali i skutecznie rozpropagowali taki wariant tego warzywa. Gdybyśmy żyli wcześniej, chociażby w czasach rzymskich to wiedzielibyśmy, że marchewka jest fioletowa lub ewentualnie biała. Taka marchew posiada też sporo antocyjanów, które można odnaleźć chociażby w jagodach. Również i pod względem ilości karotenoidów przewyższa współczesne odmiany, czego przykładem jest chociażby ilość karotenoidów (szczególnie ważnej dla naszego wzroku luteiny). Na polskim rynku dstępną odmianą marchwi w tym kolorze jest "deep purple".



Extract from Carotenoid Profiles and Consumer Sensory Evaluation of Speciality Carrots, Journal of Agricultural and Food Chemistry, 2004

PYSZNE STRĄCZKI... RZODKEWKI!!!



Wydawałoby się, że nic nie może być równie oczywiste jak to, że rzodkiewka posiada jedynie wyśmienity owalny lub wydłużony korzeń najczęściej w kolorze czerwonym muśnięty delikatną bielą. Jednak ta stara odmiana raczy nas pysznymi strąkami, którymi można się delektować, zrywając bezpośrednio z "krzaczka".



Inną interesująca odmianą rzodkiewki rzodkiewki jest rzodkiewka czarna hiszpańska (znana w Europie przynajmniej od XVI wieku) oraz zwana chińskim skarbem rzodkiew arbuzowa o lekko słodkim smaku (niestety nie zetknąłem się z jej nasionami w żadnym Polskim sklepie nasienniczym).

WĄŻ W OGRODZIE!?! NIE... TO MELON!




Jest to stara odmiana melona, nazwanego ze względu na swój kształt mylnie ogórkiem, której korzenie sięgają przynajmniej XVI wieku. W sprzedaży występuje pod kilkoma nazwami: ogórek wężowy, ogórek melonowy, ogórek armeński. Należy doglądać uważnie ogórków, by zerwać w odpowiednim momencie. Najsłodsze i najsmaczniejsze są mając 15-20 cm. Innym jej krewniakiem jest gorzki melon, o którego właściwościach antynowotworowych w stosunku do komórek wątroby można poczytać na blogu Pepsi:
*
http://pepsieliot.wordpress.com/2013/12/30/sok-z-gorzkiego-melona-oraz-co-jesc-aby-zapobiec-rakowi-trzustki-albo-jak-sie-go-juz-ma/
*
Jeśli ktoś chce mieć jednak prawdziwych (nie tylko z nazwy) przedstawicieli rodziny ogórkowatych, to polecam ciekawą odmianę okrągłego ogórka cytrynowego oraz smoczego.

TĘCZOWE KULECZKI... NA KOLBIE KUKURYDZY!




Zapewne też dla wielu będzie zaskoczeniem, że kukurydza nie musi być żółta. Taki kolor jest właściwy wielu dawnym odmianom kukurydzy, m.in. uprawianej już w XIX wieku odmiany Czerwony rzeźnik, czy bogatej w antocyjany niebieskiej Hopi. Posiadają one mniej weglowodanów i skrobi niż odmiany kukurydzy o złotych i białych kolbach, ale za to o 25 % białka. Stanowi dobre źródło witamin: szczególnie A, i B-complex. Najważniejsze jest jednak to, że jedząc taką kukurydzę mamy całkowitą pewność, iż nie jest produktem modyfikowanym genetycznie.

JADANO GO WE FRANCJI KAPETYNGÓW... RZECZ O BURAKU




Jest to niewątpliwie jedno z moich ulubionych warzyw i nie dziwi mnie to, że nasi przodkowie mogli się nimi delektować. A przynajmniej Ci, którzy zamieszkiwali obszar Francji, ponieważ stamtąd pochodzi jedna z najstarszych odmian buraka - Crapaudine. Współcześni badacze uważąją, że jest znana od około 1000 lat. Na jej korzyść przemawia to, że karminowa bulwa potrafi osiągnąć bardzo duże rozmiary, a przy tym zachowuje wspaniały smak i aromat.

W ZIELONE PASKI... POMIDOR




Pomidor "Green Zebra" jest jedną ze smaczniejszych odmian, które możemy dostać na rynku. Oprócz tego warte polecenia ze starych odmian są:

- San Marzano (idealny do sosów i suszenia)
- Hibilly (słodkie, lekko kwaśne, żółte z pomarańczowym rumieńcem)
- Brandywine (wszystkie warianty kolorystyczne mają wspaniały smak)
- Moscov (odporny na choroby)
- Costoluto Fiorentino
- Thai Pink Egg (typ koktajlowy, różowy)
- Black Plum (typ koktajlowy, szkarłatne)

Jeśli ten wpis rozbudził Wasze apetyty na więcej to możecie spojrzeć pod poniższe linki, gdzie znajdziecie więcej informacji na temat dawnych odmian warzyw i ziół.

Życzę Wam powodzenia z uprawami i owocnych zbiorów!!!

BIBLIOGRAFIA

http://www.carrotmuseum.co.uk/blackcarrot.html
http://www.burpee.com/heirloom-seeds-and-plants/
http://www.rareseeds.com/

wtorek, 4 lutego 2014

FASOLKA Z SUROWYM SOSEM POMIDOROWYM


Witam Was Moi Drodzy w Nowym Roku 2014 po dłuższej przerwie od pisania postów na mojej stronie. Z własnej strony wprowadziłem na porę zimową małe urozmaicenie własnego jadłospisu o niewielkie ilości małży i ewentualnie ostryg, ale także postanowiłem w związku z tym dodać dla równowagi produkt roślinny, którym jest fasola zwana niezwykle wdzięcznie "Pieknym Jasiem" :) Od dłuższego czasu miałem zamiar zjeść ją, poniewaz od dłużego czasu brakowało mi jej delikatnego smaku, a unikałem jej ze względu na inhibitory trypsyny. Jednak gotowanie w temperaturze 100 stopni je dezauktywuje i pozwala cieszyć się smakowymi oraz również zdrowym (zawierającym w porcji 150 gram suchej 360 mg wapnia i 460 mg fosforu-jak na strączek proporcja całkiem niezła) posiłkiem bez ewentualnych nieprzyjemności po jej spożyciu. Stąd postanowiłem dzisiaj przygotować z niej pyszne danie, które będzie łączyło w sobie elementy zarówno surowego weganizmu, jak i gotowanego. Oto moja prosta propozycja na fasolkę z surowym sosem pomidorowym, która łączy wspaniały słodki smak fasoli i lekko kwaśny sosu, z jakim jest podana. 

Składniki (1 porcja):

- fasolka "Piękny Jaś" 150 g (moczona przynajmniej przez noc)
- 4 ziarna ziela angielskiego
- 1 liść laurowy
- kminek
- kawałek kombu

Sos:

- 4 średnie pomidory (około 450 g)
- 3 połówki suszonego pomidora San Marzano
- 1 średnia cebula
- łyżeczka ziół prowansalskich
- 1 starta papryczka peperoni lub habanero (jak ktoś woli więcej pikanterii)
- łyżeczka suszonej natki pietruszki i majeranku
- odrobina kuminu, mielonego liścia laurowego, ziela angielskiego i pieprzu syczuańskiego (może być zwykły, ale wtedy dla wydobycia kwaskowości radziłbym dodać odrobiny soku z limonki)
- 1 łyżka nierafinowanego oleju palmowego
- oliwa z oliwek
- woda
- sos sojowy tamari do smaku (łyżeczka)


Przygotowanie:

Wodę w której moczyliśmy fasolkę wylewamy, płuczemy ją i zalewamy świeżą wodą tak, aby ją dobrze przykryła. Dodajemy do niej liść laurowy, ziele angielskie, kminek i kawałek kombu. Doprowadzamy pod przykryciem do wrzenia, uważając by nie zalała palnika. Potem zdejmujemy na chwilę (10 minut) pokrywkę i ponownie przykrywam na około 50 minut, uzupełniając w razie potrzeby wodę. Przed końcem gotowania dodajemy odrobinę soli himalajskiej lub szarej kamiennej. Zdejmujemy z palnika i zostawiamy pod przykryciem na pół godziny z resztką wody (powinna sięgać do 3/4 poziomu fasolki), aby "doszła". Ten czas możemy śmiało wykorzystać na przygotowanie sosu :)

Sos:

Na patelni rozpuszczam olej palmowy z dodatkiem wody i wsypuję poszatkowaną cebulę z pieprzem syczuańskim, kuminem, ziołami prowansalskimi i majerankiem, dusząc je przez 3-5 minut. Następnie wrzucamy do blendera pokrojone pomidory wraz z drobno pociętymi suszonymi pomidorkami. Do tego dodaję odrobiny oliwy z oliwek (jak ktoś chce może użyć całych zielonych) oraz łyżeczkę (lub więcej ) papryczki peperoni, suszonej natki pietruszki (może być oczywiście garść świeżej). Dodajemy na koniec cebulę z patelni i sos tamari. Na koniec łączymy sos pomidorowy z jeszcze ciepłą fasolką i zostawiamy na 20 minut by przeszła. Teraz możemy jeść z dodatkiem chlebka z dehydratora lub (najlepiej) samą. Zachęcam też do eksperymentów i zmiany przypraw, dodawania grzybów, itp. 

SMACZNEGO!!! :D

P.S. Wybaczcie mi, że nie zamieściłem zdjęcia, ale ze względu na swoją smakowitość zniknęła zbyt szybko, żeby zostać uwiecznioną ;)



poniedziałek, 23 grudnia 2013

ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIA

Już wkrótce nastanie jedna z przyjemniejszych chwil w roku, kiedy będziemy wypatrywać pierwszej gwiazdki i wraz z rodziną lub znajomymi zasiądziemy do Wieczerzy Wigilijnej. Jednak przedtem trzeba przygotować wspaniałe potrawy, którymi będziemy się raczyli w tych radosnych chwilach. Według mnie nie może na stole zabraknąć potraw witalnych, jak choćby barszczu z surowymi uszkami, czy krokietów z dipem z orzeszków ziemnych obok świątecznej kapusty z grzybami. Deser nie musi być koniecznie wyjątkowo słodki, czego przykładem może być tzw. żurawinowa eksplozja :)


ŻURAWINOWA EKSPLOZJA

Składniki:

2 - 3 szklanki żurawiny
2 łyżki "miodu daktylowego" (zmiksowany w blenderze moczone przez noc daktyle)
2 szklanki nasion granatu (ma być w końcu wybuchowo ;))
suszony imbir i cynamon (do smaku)
ćwierć szklanki soku z pomarańczy 
łyżka mięty lub melisy (mogą być suszone)

Przygotowanie:

Miksujemy w blenderze wszystkie składniki (poza nasionami granatu) w blenderze do uzyskania w miarę równej konsystencji. Następnie przekładamy zawartość do szklanych pucharków wartwy nasion granatu oraz masy żurawinowej. Na koniec zdobimy świeżymi listkami melisy lub mięty. 


WITARIAŃSKIE USZKA (inspiracja pizzą Surowego Szefa)

Składniki:

szklanka płatków owsianych
2 łyżki nasion konopii 
lekko podgrzany nierafinowany olej kokosowy/ palmowy (ewentualnie może być nierafinowany olej z lnianki lub słonecznikowy)
kiszona kapusta z grzybami
szczypta mielonego ziela angielskiego i liścia laurowego
szara sól morska lub inna
woda strukturalna lub zwykła

Przygotowanie:

Wpierw miksujemy w blenderze suche płatki owsiane. Następnie wysypujemy na stolnicę otrzymaną mąkę i dodając stopniowo soli, wody oraz tłuszczu formujemy okrągły placek. Odrywamy w niego następnie niewielkie kulki, robimy kciukiem dziurkę oraz napełniamy przyprawionym farszem grzybowo-kapuścianym. Następnie dodajemy do wigilijnego barszczu na naturalnym zakwasie, posypując odrobią startej skórki pamarańczy lub cytryny BIO. (zwykłe kąpiemy w occie i sodzie oczyszczonej http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-szybko-i-tanio-usunac-pestycydy-z-warzyw-i-owocow/

KROKIETY ŚWIĄTECZNE A LA SAJGONKI Z DIPEM Z ORZESZKÓW ZIEMNYCH

Składniki:

papier ryżowy lub wodorosty nori
marynowane w sosie tamari grzyby mun
papryka
marchew
kwaszone buraczki
awokado
liście kolendry (świeże lub mielone)
imbir
szczypiorek  

Dip: 
olej sezamowy (4 łyżki)
masło orzechowe BIO lub moczone surowe orzeszki ziemne (pół szklanki)
2 łyżki soku z cytryny / ewentualnie z pomarańczy
papryczka habanero lub chili (do smaku)
pół szklanki wody
karob i ewentualnie łyżka miodu daktylowego
szczypta soli

Przygotowanie: 

Pokrojone marynowane grzyby mun, startą na małych oczkach marchew, paprykę, kwaszone buraczki i pokrojone w kostkę awokado wrzucamy do blendera wraz z kawałkiem imbiru oraz kolendrą. Wyjmujemy masę na rozłożony papier ryżowy / nori, pozostawiając boki puste. Składamy jak normalne krokiety. Na koniec przewiązujemy delikatnie w dwóch miejscach szczypiorkiem.

W przypadku dipu wrzucamy wszystkie składniki do blendera i mieliny do uzyskania gładkiej masy.

KAPUSTA ŚWIĄTECZNA Z SOSEM POMIDOROWYM (RAW)

Składniki:

800 gram kapusty kiszonej

200 gram surowej kapusty modrej lub zwykłej (zamiast tego może być1 kg tylko kiszonej)

suszone grzyby (jeśli leśne radziłbym mimo wszystko ugotować albo użyć surowych pieczarek ok 200 g)

1 duża marchew

1 łyżka kminku

3 liście laurowe

szczypta pieprzu

5 ziaren ziela angielskiego

kilka ziaren jałowca

suszone śliwki (mogą być wędzone)

350 gram moczonych kasztanów (w wersji niesurowej może być wędzone tofu)

suszone na słońcu pomidory (około 70 gram)

pomidory cherry 200 gram

1 średnia cebula

1 duże awokado

sól pieprz wg uznania

Przygotowanie:

Szatkujemy kapustę modrą i dodajemy do niej kapustę kiszoną i startą marchew. Z suszonych pomidórów, pomidorów cherry (lub innych o wyrazistym smaku) oraz cebuli, awokado i przypraw (jeśli są w całości np. ziele dodajemy po zblendowaniu) przygotowujemy w blenderze sos pomidorowy. Następnie mieszamy kapustę z sosem oraz dodajemy śliwki i moczone surowe kasztany.

Rada: Można zrobić najpierw zwykła kapustę świąteczną na Wigilię, a dopiero potem dodać sos pomidorowy oraz kasztany i zmienić ją w wariant podobny do zwykłego bigosu :)

*Mam nadzieję, że te przepisy pomoga w nadaniu niezwykłego smaku nadchodzącym świętom. Z własnej strony życzę Wam Drodzy Notmilkowcy, aby ten czas upłynął Wam w radości, spokoju ducha oraz rodzinnie, a Nowy Rok 2014 przyniósł mnóstwo wspaniałych niespodzianek oraz innych przyjemnych doświadczeń* 

niedziela, 22 grudnia 2013

NOTMILK NA TROPIE NASION - WŁAŚCIWOŚCI ZDROWOTNE PESTEK AWOKADO

Witam Was Moi Drodzy po dłuższej przerwie w pisaniu  postów. Temat tego postu zapowiedziałem już dawno temu w jednym z postów u Pepsi. Jednak nie zdradziłem, o jakich nasionach myślałem, choć wspomniałe, że raczej wiele osób nie wie, iż nie są trujące (jedynie w większych ilościach) i nawet można je jeść. Sam nie wiedziałem o tym aż do października, kiedy przypadkowo natknąłem się na informacje o tym, że niektórzy wykorzystują te pestki w różny sposób.m.in. jako krem lub odżywkę do włosów. Jednak mnie najbardziej zainteresowały korzyści wynikające z jego konsumpcji, o których teraz wspomnę. 



PRZECIWUTLENIACZE

Pestka awokado ma więcej przeciwutleniaczy niż wiele dostępnych na rynku odmian warzyw i owoców. Badania przeprowadzone w roku 2003 na Narodowym Uniwersytecie w Singapurze wykazały, że pestki longana, jackfruita, mango, tamarydowca oraz awokado zawierają ponad dwukrotnie więcej antyoksydantów niż pozostała część owocu. Z tego względu nasiona awokado, zgodnie z doniesieniami "Journal of Agricultural and Food Chemistry", mogą być wykorzystywane do zabezpieczania żywności przed psuciem, dzięki zawartości katechin (m.in.pozytywnie wpływają na wzrok oraz stan skóry) i proantocyjanidy (działanie przeciwutleniające 50 razy większe niż witaminy E oraz 20 razy większe niż witaminy C).

BŁONNIK ROZPUSZCZALNY

Według dr Toma Wu, lekarza uhonorowanego przez ONZ i American Cancer Society, że nasiona awokado sa jednym z najbogatszych naturalnych źródeł błonnika rozpuszczalnego, dzięki czemu pomaga w obniżeniu poziomu cholesterolu, pozytywnie wpływa na układ krwionośny, spowalnia wchłanianie glukozy, zapobiega magazynowaniu nadmiaru "cukru" w tkance tłuszczowej, umożliwia eliminacje metali ciężkich i innych toksyn z organizmu oraz przeciwdziała formowaniu się kamieni żółciowych. Owies też posiada pewną ilość błonnika rozpuszczalnego, jednak nie może się ono równac z tym z pestki awokado. 

KORZYŚCI DLA UKŁADU POKARMOWEGO

Pestki awokado są idealnym środkiem na problemy zapalne przewodu pokarmowego oraz biegunki. Indianie amerykańscy wkorzystywali je do leczenie wielu schorzeń przewodu pokarmowego, w tym dezynterii oraz przerostu Candidy. Zawarte w pestce awokado związki fenolowe (jest ich więcej niż w zielonej herbacie) uniemożliwiają rozwój wrzodów żołądka oraz zapobiegają rozwojowi chorób bakteryjnych i wirusowych (działają wzmacniająco na organizm).

DZIAŁANIE ANTYNOWOTWOROWE


Do zweryfikowania tego założenia są potrzebne eksperymenty na ludziach, jednak przeprowadzone do tej pory badania na szczurach i myszach wykazały, że w ich przypadku składniki z nasion awokado miały działanie antykancerogenne. Według Encyclopedia of Common Natural Ingredients: Used in Food, Drugs, and Cosmetics posiadają skoncentrowany flawanol, który odpowiada za tą właściwość. 


ŚRODKI OSTROŻNOŚCI

Mimo wspomnianych korzyści zdrowotnych nasionko awokado posiada zabezpieczenie przed chętnymi je zjeść w postaci garbników, które nadają pestce strasznie gorzki smak. Niektóre z nich są lekko toksyczne w większych ilościach, jednak przeważnie nie spożywa się więcej niż pół pestki dziennie (spotkałem się z komentarzem jednej osoby, która używa nawet trzy pestki (po jednej do szejka) dziennie od dłuższego czasu i nawet odstawiła leki na tarczycę). Jednak czasami wystarczy, ze nawet mniejsza ilość może wystarczyć by WYWOŁAĆ DZIAŁANIA NIEPOŻĄDANE, gdy dana osoba ma ALERGIĘ POKARMOWĄ. DLATEGO RADZĘ ZACZĄĆ OD ILOŚCI MINIMALNEJ, MNIEJSZEJ NIŻ PÓŁ ŁYŻECZKI surowego lub sparzonego startego kawałka awokado i uważnie obserwować reakcję organizmu.

JAK JE ZJEŚĆ?

Jednym ze sposobów wykorzystania pestki awokado jest starcie jej na tarce i przygotowanie pięknie wyglądającej pomarańczowej herbatki (osobiście dodaję 1 łyżeczkę). "Fusy" z niej można zjeść, np. posypując potrawę lub dodając do szejka. 

I to jest właśnie drugi sposób. Można użyć startej surowej pestki (bardzo gorzkiej) lub wcześniej spażonych startych kawałków (opcja preferowana przeze mnie, bo nie ma tej potwornej goryczy) oraz przygotować wg przepisu surowej rodzinki Boutenko na szejk słodko - kwaśny. 

SKŁADNIKI:

- pół pestki awokado (może być oczywiście mniej)
- 2 średnie obrane cytryny
- 4 jabłka Fuji (ważne, by było to jabłko typowo deserowe, słodkie i kruche)
- 1 banan
- 1 pęczek pietruszki
- szklanka szpinaku
- 1 łodyga selera naciowego
- mały kawałek imbiru (służy przede wszystkim do zabicia gorzkiego smaku surowej pestki awokado) 

Jutro prześlę krótki wpis z kilkoma propozycjami, które mogą wzbogacić smak świąt. 


BIBLIOGRAFIA:







niedziela, 27 października 2013

DLACZEGO MLEKO NIE JEST DOBRE DLA CIEBIE? - FILMIKI VNB

Witam Was po dłuższej przerwie. Ze względu na niewielką ilość czasu oraz chęć "powrotu do żródeł" bloga przesyłam Wam filmiki stworzone przez Vegan Ninja Bunny, na które zwróciła wpierw uwagę Joanna. Mam nadzieję, że się Wam spodobają :) Dziękuję za wszystkie komentarze oraz odwiedziny. Pozdrawiam owocowo!!!

niedziela, 15 września 2013

BOROJO - NAJBOGATSZY W CYNK OWOC ŚWIATA


W pierwszej kolejności muszę Was przeprosić za to, że nie wspomniałem o swoim wyjeździe pod koniec sierpnia i powrocie dopiero teraz, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Posty będę się starał zamiszczać teraz regularnie co miesiąc. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przedstawiam owoc, który można bez problemu okreslić mianem ostrygi wśród owoców. I nie ma w tym wypadku jakiejkolwiek przesady, choć do swojego odpowiednika w świecie zwierząt ma go prawie 5 razy mniej, to dystansuje właściwie wszystkie pozostałe źródła tego pierwiastka. Gdybyśmy zrobili krótki przegląd w Cronometrze* zawartości cynku w wybranych produktach, to lista ta wyglądałaby w ten oto sposób:

Zawartość cynku w mg/100 g 

świeże ostrygi* 45-75

małże* 21

świeża pulpa borojo* 13,6

suszone nasiona dyni 7,8

suszone glony nori 6,5

suszone nasiona słonecznika 5

soczewica (niegotowana) 4,8

wątroba wołowa 4

świeże żółtko jajka 2,3

świeży zielony groszek 1,2

świeże grzyby shiitake 1

świeże boczniaki 0,8

awokado 0,6

szpinak 0,5

surowe brokuły 0,4 

kapusta czerwona 0,22

*Wartość cynku w ostrygach i małżach podana za http://www.eufic.org/article/pl/4/12/artid/Cynk-super-skladnik-odzywczy/ w borojo za http://www.nativesunherbs.com/

Równie imponująco prezentuje się zawartość białka w jego owocach i jest ona porównywalna z tą, jaka występuje w świeżym zielonym groszku, tj. około 5,5 g na 100 g produktu. Poza tym posiada dość znaczne ilości żelaza (1,6 mg/100g). Poza tym jest on dość kaloryczny (93 kcal/100 g). Jeśli weżmiemy do tego pod uwagę, że średnia masa dojrzałego owocu, czyli takiego, jaki jest na powyższym zdjęciu wynosi średnio 740 g, to możemy się już domyślać sposobu jego zastosowania. W Ameryce Południowej, a dokładnie na terenach zachodniej Kolumbii, Ekwadoru i Panamy, miejscowa ludność wykorzystuje go nadal, jako naturalny afrodyzjak, do normowania ciśnienia krwi, leczenia problemów z oskrzelami, czy urazów. Przeprowadzone na Uniwersytecie w Santiago w Kaliforni badania owoców borojo wykazały, że posiada duże ilości substancji chemicznej o nazwie sesquiterpelantond, która hamuje wzrost szkodliwych komórek nowotworowych. Smak jego jest podobno (nigdy nie miałem okazji go skosztować) bardziej kwasny niż słodki, lecz i tak przyjemniejszy od tego, jaki posiadają owoce noni. Jednak podobnie jak i one jest on trudny w uprawie i wymaga do zakiełkowania po około 4-5 miesiącach od wysiewu wysokiej temperatury 30 stopni Celsjusza oraz stałej wilgotności. Dlatego nie dziwi to, że jest on jedynie popularny w miejscu swojego pochodzenia, gdzie występuje właściwy dla niego klimat, gdzie sumy opadów sięgają 4000 mm rocznie a temperatura wynosi średnio 28 stopni Celsjusza. Jednak gdyby ktoś z Was odwiedzał tamte rejony to warto moim zdaniem sprawdzić, czy jest dostępny ten owoc. Byłbym też bardzo wdzięczny za podzielenie się własnymi doznaniami smakowymi po jego skosztowaniu :)

P.S. Jutro wieczorem postaram się odpisać wszystkim na maile, wiadomości i komentarze, za które jestem bardzo wdzięczny :)


niedziela, 25 sierpnia 2013

NOTMILKOWE UPRAWY DZIAŁKOWE - ARBUZ

"Może nie jestem tak wielki i piękny jak te sklepowe, ale za to zdrowszy" :) 
Tym oto postem rozpoczynam cykl wpisów, w których będę się starał przedstawić Wam rośliny jadalne, które uprawiam, zarówno te mniej, jak i bardziej egzotyczne. W związku z największym zainteresowaniem na moim blogu tematem pestek arbuza oraz tym, że należy do moich ulubionych owoców, od niego rozpoczynam tę oto serie. Nie ukrywam, że na początku nie wierzyłem zbytnio w pomyślność uprawy kawona, ale pomyślałem: warto spróbować. Kupione w Auchan nasiona arbuza odmiany Rosario wysiałem pod koniec kwietnia do niewielkiego inspektu, jaki mam na balkonie. Ziemia była zwykłym podłożem ogrodniczym kupionym w Biedronce. Po ponad tygodniu regularnego podlewania zaczęły wyrastać małe sadzonki arbuza. Nie ukrywam, że mnie to bardzo ucieszyło. Okazało się, że ostatecznie wykiełkowały praktycznie wszystkie nasiona. Do początku czerwca czekałem z ich wysadzeniem do gruntu. Podłoże, gdzie posadzilem młode kawony jest średniowilgotne, a gleba jest raczej przeciętna. Dlatego postanowiłem ją użyźnić przez organiczny nawóz w postaci odpadów roślinnych z mojej kuchni, które wywoziłem i przetwarzałem na żyzną ściółkę. Następnie wysypywałem ją wokół małych sadzonek. Na skutek tego zaczęły wkrótce rosnąć jak szalone, a w drugiej połowie lipca rozpoczęło się ich kwitnienie. Arbuz na fotografii oraz jego rówieśnicy nie są narazie zbyt potężni i mają około 1,5 kilograma. Są oprócz tego jeszcze mniejsze kulki, które dopiero rosną, ale nie wiem, czy zdążą się dojrzeć do pierwszych mrozów. Będe jednak czynił wszystko, aby tak się stało, włącznie z przykrywaniem ich włókniną. Nasiona kawona wysiałem dosyć późno i liczę na to, że pierwsze zbiory będę miał mniej więcej około polowy września. Jednak już teraz ich widok napawa mnie dumą i jest wspaniałym dowodem na to, że w Polskich warunkach można doczekać się tych owoców. I to w uprawie w wolnym gruncie, a nie pod osłonami :) Jednak na dobry wzrost arbuza mogła mieć również wpływ sprzyjająca im upalna pogoda. 

Owoce moich własnych arbuzów zamierzam zjeść je w całości wraz z zieloną skórką, którą dodam utartą do surówek owocowych, jako żywy zielony akcent. Ten kolor jest uwarunkowany obecnością w niej dużej ilości chlorofilu. Okala ona jasny miąższ, którego najczęściej nie jemy, a wyrzucamy razem ze skórką. Moim zdaniem jest to błąd. Jest ona bardzo odżywcza (więcej informacji pod linkiem na końcu postu) to potrafi również znacząco zmniejszyć ewentualne skutki przejedzenia się słodkim miąższem, które mogą powodować u niektórych osób stan delikatnej ospałości. Pamiętajmy też o tym, że w przypadku zakupu nieorganicznego kawona dobrze jest dobrze umyć jego skórę, ponieważ przez krojenie możemy przenieść do środka pozostałości używanych pestycydów, choć należy do tzw. "czystej piętnastki" (link do listy pod postem). Dlatego jedzmy arbuzy, póki jest na nie sezon i są najsmaczniejsze!!! :)

Warto zajrzeć:

http://www.whfoods.com/genpage.php?tname=foodspice&dbid=31
http://faktydlazdrowia.pl/pestycydy-na-co-dzien-12-najbardziej-toksycznych-warzyw-i-owocow/

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

DWA NOTMILKOWE LATA - PRÓBA PODSUMOWANIA I NOWE PERSPEKTYWY...

Organiczne czereśnie z drzewa rosnącego u mojej babci na wsi
   
Witam Was moi Drodzy po dość długiej przerwie od blogowania. Myśle, że była ona konieczna przynajmniej z kilku względów. Z jednej strony był to czas, kiedy byłem dosyć zajęty obowiązkami związanymi z nowymi studiami oraz podejmowanymi działaniami w kierunku podjęcia studiów doktoranckich, na które się dostałem. Ten nowy rok obfitował również w smutne wydarzenia. Należała do nich niewątpliwie śmierć mojego Drogiego Dziadka w maju tego roku. Jego znaczne problemy zdrowotne związane z nowotworem prostaty nasilały się od późnego lata ubiegłego roku. Żałuje, iż już wtedy na poczatku usilniej nie obstawałem za tym, by przekonać Babcie do kroków w kierunku wprowadzenia założeń diety Gersona w stosunku do Dziadka. Również i on sam sprzeciwiał się spożyciu czegokolwiek surowego, bo uważał, że nasili to objawy problemów jelitowych, jakie pojawiły się u niego. Poza tym nie potrafili dostrzec wagi sposobu odzywiania na zdrowie, chociażby na moim przykładzie. Nie chcąc się kłócić, denerwować się i czując też niepewność, czy w jego stanie na pewno by pomogła ta terapia spasowałem. Niestety, zgodnie z oczekiwaniami wszystkich jego stan się pogarszał. W marcu po pobycie w szpitalu stracił cakowicie władze w nogach. Poza tym przeprowadzone tam badania wykazały również zmiany w jelicie grubym.W końcu po dwóch miesiącach i chwilowej ogromnej poprawie na tydzień przed śmiercią nastąpiło najgorsze... Jednak smutek był zmieszany tez z pewnym poczuciem ulgi. Wynikało ono przede wszystkim ze świadmości, iż już dłużej nie cierpi oraz zaznał ukojenia. Również ono udzieliło się i mnie samemu. Zniknęło u mnie poczucie odrętwienia, czego odzwierciedleniem był brak wpisów na tym blogu. Jednak ustąpiło ono miejsca wzmożonej motywacji do działania w kierunku dostania się na doktorat, a także kontynuacji Dziadka planów m.in. na jego przydomowym ogrodzie. 
         
Dlatego zamierzam też poszerzyć tematykę o zagadnienie pewnych nowinek ogrodniczych, jakie mogą być pomocne przy uprawie organicznej, a także przedstawić interesujące rośliny, które mozemy uprawiać w ogrodzie lub na tarasie oraz balkonie, pozyskując z nich smaczne pożywienie. Oprócz tego zamierzam też rozwinąć swoje zainteresowania artystyczne i podjąć naukę gry na chińskich instrumentach dętych: hulusi oraz xiao. Odczuwam, że w tym momencie tego naprawdę potrzebuję. Jest to też moim zdaniem świetna alternatywa dla komputera i laptopa, który potrafi efektywnie uszczuplić wolny czas, a przede wszystkim negatywnie oddziałuje na nasz organizm. Przede wszystkim odbiera energię i osłabia. Dlatego staram się korzystać z niego zdecydowanie rzadziej i głównie w razie potrzeby. Teraz pora przejść do meritum, czyli krótkiego podsumowania dwóch lat notmilkowości. Ogólnie mój stan zdrowia w tym czasie uległ ogromnej poprawie, z czego niezmiernie się cieszę. Szczególnie korzystne oprócz odstawienia mięsa okazało się porzucenie jedzenia wyrobów mącznych, w tym szczególnie chleba. Po jego odstawieniu ubyło mi sporo kilogramów i z 65 kg w czerwcu ubiegłego roku moja waga unormowała się na poziomie 60-61 kg przy wzroście 171 cm. Przede wszystkim pozbyłem się całkowicie problemów skórnych, wzdęć,  a przede wszystkim problemy z ogólnym poczuciem rozbicia i trudności w skupieniu się, jakie wywoływał u mnie ten produkt. Teraz jest ono mi całkowicie obce.

Moje odżywianie jest w zasadzie wegańskie, choć ostatnio na wakacjach spożyływałem zarówno produkty mięsne w bardzo niewielkich ilościach, jak i organiczne jajko (a właściwie żółtko). Ten ostatni pokarm był dla mnie miłym zaskoczeniem, ponieważ nie czułem się po nim źle, ani nie miałem kataru, jaki pojawiał się po zjedzeniu całego jajka. Dlatego dla urozmaicenia czasami nie wykluczam dodawania tego rodzaju produktu do swojego jadłospisu. Na pewno nie oznacza to, że zamierzam pójść w kierunku bogatej w proteiny  tłuszcze zwierzęce diety paleo. Dla mnie podstawą są i pozostaną rośliny zgodnie z założeniami makrobiotycznymi. Poza tym tylko one sprawiają, że czuję się syty, pełen sił oraz energii. Organiczne żółtko jest dla mnie przede wszystkim suplementem (szczególnie choliny-ważnej przy długotrwałych stresach, B12, K2), choć jego smak i konsystencja są też przyjemnym doznaniem smakowym. Oprócz tego zwiększyłem też w ostatnim czasie udział strączkowych w swoim jadłospisie (soczewicy, bobu i cieciorki), które sobie cenię szczególnie ze względu na walory smakowe oraz pozytywny wpływ na mój organizm, choć znam niezbyt przychylne im poglądy. Jednak zdania na temat owoców, jako głównego źródła energii nie zmieniłem. Uważam jednak za istotne ich równoważenie stosowną porcją zieleniny. Za najważniejsze, co dał mi tego rodzaju sposób odżywiania to przede wszystkim większa wolność, pewnego rodzaju autarkiczność, ponieważ mam świadomość, iż mogę przeżyć właściwie w każdym zakątku świata i z pewnością nie będę potrzebował do tego, ani chleba, ani makaronu, ani innych produktów rafinowanych, bez których wielu Polaków nie wyobraża sobie życia.
*
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wpisy!!! Wkrótce na nie odpowiem :)
*

sobota, 22 grudnia 2012

NOTMILKOWE PRZEMYŚLENIA NA KONIEC ROKU 2012


Przez ostatnie kilka miesięcy dużo się u mnie działo w zwiąku z tym dopiero teraz mam więcej czasu, aby przysiąść i cokolwiek napisać (jedynie czasami wdawałem się w dyskusje na blogu Pepsi). Zaczynając od zmian to przede wszystkim nowe studia, rezygnacja z mięsa i przejście na całkowity weganizm (nie wiem, czy możliwy będzie do utrzymania w te święta), na który składają się głównie owoce, zboża bezglutenowe (wcześniej moczone), zieleniny oraz nasiona z orzechami (co się da to moczę, np. len) + suplementy B12 i D3. O tym, że wszystko idzie dobrze, świadczy moje dobre samopoczucie oraz żywiołowość z jaką podchodzę do tego, czym się zajmuję. W związku z tym, że za 2 dni obchodzimy Wigilię Bożego Narodzenia i zależy nam na tym, aby było zdrowo, a przede wszystkim smacznie, rodzinnie i radośnie :)) Dlatego postanowiłem przedstawić propozycje wykonania surowego ciasta na pierniki-przepis prosty i łatwy do zrobienia w krótkim czasie. 

SUROWE PIERNICZKI BŁYSKAWICZNE:

Potrzebujemy:

120 gram daktyli (może być więcej-zależy od upodobań;) najlepiej przynajmniej część wcześniej namoczyć)

ćwierć łyżeczki startego cynamonu (osobiście wolę dodać go więcej)

ćwierć łyżeczki imbiru

mielony goździk (do smaku)

odrobina gałki muszkatołowej (lub przyprawy do piernika bez dodatku wzmacniaczy cukru, itd.) 

karob

laska wanilii

szczypta soli himalajskiej lub morskiej

ulubione orzechy: migdały, włoskie, laskowe, itd.

Przygotowanie:

Blendujemy wszystkie podane składniki na w miarę jednorodną i lepimy z nich kulki, ludziki, choinki i inne wzory, jakie podpowiada nam wyobraźnia. Potem odstawiamy do wyschnięcia lub dehydratora.

SMACZNEGO!!! :)

Inne inspiracje możecie znaleźć na tej stronie :

http://cudownediety.blogspot.com/2011/12/weganskie-swieta-barszcz-weganski.html



Życzę wszystkim radosnych świąt oraz dużo szczęścia w Nowym Roku 2013!!!